poniedziałek, 12 lutego 2018

Smażony ser halloumi ze szpinakiem i jogurtowym dressingiem

Tak, bloguję z Grecji! I będę blogował przez najbliższe cztery miesiące. Zaczyna się niewinnie  trochę smażenia, trochę duszenia, żeby tylko „coś zjeść”, ale za to efekt jest wspaniały. Może to po prostu halloumi, który po pierwszym spróbowaniu mógłbym smażyć i jeść kilogramami? A może świeżość szpinaku kupionego na pobliskim targu, który odkryłem w pierwszym dniu pobytu w Salonikach? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, to danie będzie często gościć na moim polsko-greckim stole!


Składniki na 2 porcje:
- 150 g sera halloumi
- 200 g świeżego szpinaku
- 100 ml gęstego jogurtu greckiego
- ząbek czosnku
- oliwa z oliwek
- sok z cytryny
- oregano
- sól, pieprz

Na rozgrzanej oliwie z oliwek podsmażamy z obydwu stron pokrojony w plastry ser Halloumi. Podczas smażenia doprawiamy go dużą ilością oregano oraz solą i pieprzem. Zdejmujemy ser z patelni i wrzucamy na nią umyte liście szpinaku. Dodajemy drobno pokrojony czosnek, doprawiamy całość solą i pieprzem i dusimy przez kilka minut na małym ogniu. W międzyczasie mieszamy jogurt grecki z sokiem z cytryny i szczyptą soli.

środa, 20 grudnia 2017

Wszystko kręci się wokół papusy – co jeść w Salwadorze


Nie będzie o niczym wykwintnym, bo po co ulepszać coś, co jest już smaczne. Nie będzie nawet ładnych zdjęć, bo jest zbyt gorąco, żeby dźwigać lustrzankę. Papusa to tradycyjny salwadorski pieczony placek kukurydziany z różnymi nadzieniami. Podawany jest z curtido, czyli czymś bardziej lub mniej podobnym do naszej kapusty kiszonej. Bardziej, bo czasami jest to już mocno ukiszona kapusta z dodatkiem samej marchwi lub mniej, bo zawiera papryczki chili, jest bardziej chrupiąca i mniej aromatyczna. Na każdym stoliku, o ile jemy papusy w miejscu, które takowe posiada, stoi również pomidorowa salsa. Można jej śmiało używać. Ani razu nie była ostra, a papusy jadłem w co najmniej kilkunastu różnych miejscach. Nadzienie najczęściej stanowi fasola (frijol), mięso (revueltas), choć można spotkać bardziej egzotyczne wydania, np. z loroco, czyli jadalnymi pąkami kwiatu Fernaldia pandurata. Bardzo często farsz łączony jest z serem, który topi się pod wpływem pieczenia i dosłownie wypływa podczas jedzenia.


Najbardziej niesamowite jest w tym wszystkim to, że każda papusa smakuje inaczej. Warto chodzić więc do różnych miejsc – to tak, jakby kosztować domowej roboty pierogów od różnych gospodyń, zawsze będą inne i niesamowite.


Odniosłem wrażenie, że Salwador to kraj jednodolarówek. Na targu nikt nie waży owoców, czy warzyw. Cena jest zazwyczaj z góry ustalona – 1 $ za worek pękających, soczystych i przesłodkich liczi. 1 $ za 3 dojrzałe, kremowe awokado w kolorze limonkowej zieleni. 1 $ za talerzyk empanadas (przekąski z platana z nadzieniem i cukrem – na zdjęciu). W końcu 1 $ za 3, czasami 4 papusy (w zależności od wielkości i miejsca). Dzięki temu łatwo ustalić podróżny dzienny budżet.


Salwador, a raczej jego ulice obfitują w stragany z przeróżnymi owocami morza. Grzechem byłoby więc nie spróbować ceviche – w moim przypadku mieszanki surowego mięsa ryby, krewetek i kalmarów utopionych w soku z limonki i ostrawej salsie. Jednak fauna i flora oceanu bardzo cierpi przez masowe połowy, o czym dowiedziałem się później podczas wolontariatu przy wypuszczaniu małych żółwików do oceanu, przez co poprzestałem na papusach i owocach.

Na koniec mała wskazówka. Jeśli zdecydujecie się na tamales robione z ciasta z mąki kukurydzianej i gotowane na parze w liściach bananowca NIE JEDZCIE ICH RAZEM Z LIŚĆMI.😅 Jedzone prawidłowo, są naprawdę smaczne!

czwartek, 2 listopada 2017

Jesienny makaron świderki z rydzami i oscypkiem

Czy rydze jeszcze rosną? Ten przepis przygotowałem kilka tygodni temu, ale mam nadzieję, że gdzieś je jeszcze można znaleźć. Przyznam szczerze, że nigdy ich nie lubiłem i nawet nie zbierałem. Jakoś jednak od tej nienawiści przeszedłem do miłości. Do tego stopnia, że tej jesieni nie miałem ochoty na prawdziwki, tylko na rydze właśnie. Czyli powiedzenie „lepszy rydz niż nic” traci tutaj sens. ;)

Składniki (2 porcje):
- 200 g makaronu świderków
- kilka średnich rydzy
- oscypek lub inny ser wędzony
- 1 mała cebula
- śmietana 18%
- masło
- sól, pieprz

Rydze dokładnie oczyszczamy i obgotowujemy przez kilka minut w wodzie. Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Drobno posiekaną cebulę szklimy na rozgrzanym maśle. Gdy osiągnie lekko złoty kolor, dodajemy pokrojone w paski rydze. Całość smażymy, aż te się zarumienią. Zmniejszamy ogień, dodajemy kilka łyżek wody z gotującego się makaronu i kilka łyżek gęstej śmietany. Należy uważać, aby śmietana się nie zważyła. Całość gotujemy na małym ogniu aż sos osiągnie kremową konsystencję. Doprawiamy pieprzem i solą i dodajemy ugotowany makaron. Całość posypujemy startym lub pokrojonym w cienkie plasterki oscypkiem.

sobota, 21 października 2017

Makaron soba z marynowanym tofu, marchewką i jarmużem

Lubię łączyć, mieszać i zmieniać. Makaron soba z marynowanym tofu, marchewką i jarmużem to kolejne danie na moim blogu, którego korzenie sięgają Azji, ale to tylko moja luźna interpretacja tamtejszej kuchni. Sam makaron soba, czyli makaron gryczany, bardzo przypadł mi do gustu. Prostą marynatę wymyśliłem naprędce i muszę przyznać, że przesiąknięte tym smakiem tofu smakuje doskonale!


Składniki (2 porcje):
- 100 g tofu
- 75 g makaronu soba
- garść jarmużu
- pół marchewki
- pęczek szczypiorku
- ząbek czosnku
- 1 cm imbiru
- sos sojowy
- olej sezamowy
- sezam
- olej do smażenia

Tofu kroimy w kostkę. Do miski wlewamy kilka łyżek sosu sojowego, łyżeczkę oleju sezamowego, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekany drobno imbir i posiekany szczypiorek i dokładnie mieszamy. Dodajemy odciśnięte tofu i obtaczamy je w marynacie. Odstawiamy na kilka godzin do lodówki.
Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju. Wrzucamy marynowane tofu i smażymy je, odwracając co kilka minut. Wrzucamy pokrojoną w drobne paski marchew oraz opłukany i porwany na kawałki jarmuż. Całość smażymy przez chwilę, po czym dodajemy ugotowany makaron soba. Na koniec dodajemy sezam i doprawiamy pozostałą marynatą z tofu.

sobota, 14 października 2017

Kanapka z jajkiem sadzonym, karmelizowaną cebulką i piklami

Mam dla Was coś ekstra. Coś na zwalczenie syndromu dnia wczorajszego lub zastrzyk energii na chłodniejsze dni. Nie jest to szybkie śniadanie w ciągu zabieganego tygodnia. To raczej propozycja na długie, leniwe weekendowe poranki, choć nie tylko. Ta kanapka z jajkiem sadzonym, karmelizowaną cebulką i piklami w towarzystwie frytek od razu stawia na nogi! Tym samym otwieram na blogu nową zakładkę #śniadanie, do której będą trafiały podobne przepisy.


 Składniki:
- 2 bułki
- 2 jajka
- 2 ziemniaki
- kilka pikli
- 1 cebula
- majonez
- musztarda
- masło
- olej do smażenia
- sól, pieprz

Zaczynamy od cebuli. Na rozgrzane na patelni masło wrzucamy pokrojoną w piórka cebulę i posypujemy solą. Szklimy ją na średnim ogniu, do momentu aż zmięknie i zbrązowieje, od czasu do czasu mieszając. Gdy przywiera do patelni, można podlać ją niewielką ilością wody. Na patelnię po karmelizowanej cebuli wrzucamy masło i podsmażamy przecięte na połówki bułki.
Na rozgrzany olej wrzucamy obrane i pokrojone w ósemki ziemniaki i smażymy do osiągnięcia złocistego koloru.
Na rozgrzane na patelni masło wbijamy jajka i smażymy w zależności od upodobań.
Mieszamy musztardę i majonez w stosunku 1:1 i doprawiamy pieprzem i solą.
Powstałym sosem musztardowo-majonezowym smarujemy bułki, układamy na nim karmelizowaną cebulkę i przykrywamy jajkiem. Dodajemy pokrojone w plastry pikle i przykrywamy drugą połówką bułki.

sobota, 7 października 2017

Zielone curry z groszkiem i ziemniakami

Dawno mnie tutaj nie było… Pochłonęła mnie praca i piękna wakacyjna pogoda. Najwyższy czas zdmuchnąć kurz z garnków i talerzy i coś ugotować! To zielone curry z groszkiem i ziemniakami, a inaczej Aloo matar curry, to kolejna wariacja na temat kuchni indyjskiej. Im chłodniej na zewnątrz, tym więcej ostrości w moich potrawach i tego typu curry jakoś częściej zaczynają gościć na moim stole. Przyznaję, że lista składników znowu jest długa. Wystarczy, że raz zaopatrzycie się w te przyprawy, a gwarantuję, że każdy indyjski przepis z mojego bloga nie będzie już taki straszny. ;)


Składniki:
- 4 ziemniaki
- 250 g groszku
- 2 małe cebule
- 3 ząbki czosnku
- 1 cm korzenia imbiru
- 1 zielone chili
- garam masala
- kurkuma
- kolendra w proszku
- zielony kardamon
- kminek
- 2 łyżki soku z cytryny
- 150 ml śmietanki 30%
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- sól, pieprz
- olej do smażenia

Ziemniaki obieramy i kroimy w drobną kostkę. Do miski wlewamy jogurt. Dodajemy 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, drobno posiekany korzeń imbiru, 2 łyżeczki garam masala, 1 łyżeczkę kurkumy, 1 łyżeczkę kolendry w proszku, sok z cytryny, sól, pieprz i dokładnie mieszamy. Ziemniaki dokładnie obtaczamy w powstałej marynacie i odstawiamy na 15 minut.
Na dużej patelni o grubym dnie rozgrzewamy olej i szklimy drobno posiekaną cebulę. Dodajemy 1 łyżeczkę kminku, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i drobno posiekane chili. Następnie wsypujemy marynowane ziemniaki. Całość smażymy ok. 10 minut, aż ziemniaki zmiękną.
Jeśli używamy groszku mrożonego, należy go ugotować i zblendować z dodatkiem wody z gotowania. Można użyć również groszku z puszki. Zblendowaną masę wlewamy na patelnię. Następnie dodajemy 1 łyżeczkę garam masala, 1 łyżeczkę kurkumy, 2 ziarna kardamonu i wlewamy śmietankę. Całość gotujemy do momentu aż sos osiągnie kremową konsystencję. Jeśli sos zbytnio zgęstnieje, można rozcieńczyć go wodą lub mlekiem.
Curry podajemy z ryżem lub indyjskimi chlebkami.